Richard zacisnął szczękę.
„Płacę za ten dom” – warknął.
A potem, nieświadomie, wyznał mi kolejną prawdę.
Powoli odwróciłam się do niego.
„Nie” – powiedziałam. „Nie zapłaciłeś za niego”.
Cisza zgęstniała, stając się niemal namacalna.
Richard wytrzymał moje spojrzenie, ale jego pewność siebie już zniknęła.
Kontynuowałam:
„Ten dom został kupiony za spadek po Alexandre’ie. Ten sam spadek, który otrzymała moja córka przed ślubem. Ten sam, którym zacząłeś „zarządzać” dla wygody, używając dokumentów, które zawsze chciałeś, żeby podpisała zbyt szybko, bez ich czytania. Ten sam, który moja firma zaczęła badać dwa tygodnie temu”.
Tym razem zobaczyłam, że zbladł.
Camille odwróciła się do mnie.
„Co?”
Nie spuszczałam wzroku z Richarda.
„Dwa tygodnie temu zadzwoniła do mnie Marianne, twoja przyjaciółka ze studiów inżynierskich. Nie żeby cię zdradzić. Żeby cię uratować”. Powiedziała mi, że widziała cię na firmowym parkingu w okularach przeciwsłonecznych i że podwinęłaś rękaw, kiedy odbierałaś identyfikator. Widziała stare siniaki na twoim nadgarstku. Powiedziała mi, że kiedy zadałaś jej pytanie, kłamałaś za szybko.
Oddech Camille przyspieszył.