Lily przełknęła ślinę. „Mamo… jest filmik…”
„Jaki filmik?”
„Tata wysłał mi go dzień przed wyprawą na ryby i ostrzegł, żebym ci go nie pokazywała. Miałam zaledwie sześć lat, kiedy to wszystko się wydarzyło. Kazał mi zachować to w tajemnicy i pokazać ci za dziesięć lat”.
Ledwo mogła utrzymać telefon. Otworzyłam nagranie i na ekranie pojawiła się twarz Ryana. Wydawało mi się, że siedzi w naszym garażu.
„Anno…” – zaczął cicho. Usłyszenie jego znajomego głosu niemal natychmiast wymazało siedem lat nieobecności. Jednak to, co zaraz powie, było dla mnie prawdziwym szokiem.
Wyjaśnił, że nie zabiera dzieci na ryby. Zabierał je do ich biologicznej matki, Andrei. Na stałe. Zrobiło mi się niedobrze, czułam, jak zawartość żołądka próbuje mi się cofnąć do gardła. Ryan stwierdził, że jego zdaniem dzieci powinny poświęcić trochę czasu na ponowne poznanie matki, ponieważ całkowicie traci nad sobą kontrolę, i przeprosił za wszystko. Potem zwrócił się do Lily i powiedział, że ją kocha, zanim obraz się wyczernił.
A ja po prostu siedziałam przed czarnym ekranem, nie mogąc porządnie oddychać. Przez siedem lat opłakiwałam ich śmierć, zadając sobie niekończące się pytania, tylko po to, by odkryć, że to było jedno wielkie kłamstwo.
Rano Lily i ja udałyśmy się pod adres byłej żony Ryana, Andrei.
Wpuściła nas do domu i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, zdjęcia Ryana, Andrei, Jacka i Caleba – wszystkich uśmiechniętych i żywych – dopełniły jej opowieści. Prawie padłam na kolana. Przez siedem lat opłakiwałam śmierć dzieci, które były bardzo żywe. Nie wiedziałam, czy powinnam krzyczeć, wymiotować, czy zemdleć.
W końcu spojrzałam na Andreę i udało mi się wydusić z siebie jedno pytanie: „Dlaczego?”.